Dawno, dawno temu... Serio, tak właściwie powinna zacząć się ta historyjka :)
Niedługa, banalna, ale ciekawa. Bo wnosi coś nowego do mojej, a i twojej wiedzy o historii. Nie tylko Pabianic, jak mi się wydaje, ale całego kraju, a może i Europy? Kto wie?
Tak czy owak, parę dni temu, wertując internet w poszukiwaniu nowych "starych" śladów, natrafiłem na zarchiwizowany wątek na pewnym forum, gdzie człowiek, operujący pod nieaktywnym już nickiem mario1298 szukał śladów po zakładach fotograficznych w Łodzi i Pabianicach.
Ok, każdy ma jakiegoś bzika. Naturalne. Mnie akurat średnio to zainteresowało, ale szukając swoich celów, często czytam teksty, jakie mi się trafiają, i nawet, jeśli nie naprowadzają mnie na właściwe tropy, to bywa, że wywołują skojarzenia, podsuwają myśli w postaci linków czy zwyczajnie pobudzają wyobraźnię. I tak było tym razem - konkluzja doprowadziła mnie aż tutaj.
Zastanawiałeś się kiedyś, jak działał poczta? Prosty mechanizm:
Nadawca <- kurier -> adresat.
Banalne, prawda?
Ale teraz pomyśl trochę szerzej.
Nadawca pisze list, wręcza go posłańcowi, ten trafia do odbiorcy, odbiorca odbiera... i np. odprawia doręczyciela z kwitkiem. Tak bywało. I to pewnie nierzadko, więc postanowiono wymusić opłaty za doręczanie przesyłek. I wymyślono znaczki pocztowe, jako symbole wniesionej opłaty za doręczenie.
Więc nadawca wysyła list już opłacony z góry, doręczyciel nie musi się martwić o to i donosi do adresata. Może nawet dostanie napiwek extra? ;)
Znowu banał, prawda?
Pośrednio, bo czas przejść do sedna dzisiejszej historyjki.
Wstęp za nami, zatem pora na gwiazdę odcinka:
Oto reklama, o której pisał ów Mario.
Zakład fotograficzny R. Wilhelm. Pabianice, ul. Zamkowa nr. 600
Ładna liczba. Okrągła. Ale czyż nie jest trochę jakby absurdalna?
Na forum, gdzie na to natrafiłem też się ludzie dziwili. Naturalne, bo nigdy, w całej historii naszego miasta, ta ulica nie miała tak wysokiego numeru... A może miała?
Pierwsze skojarzenie nasunęło mi się z Piotrkowską w Łodzi. Długość ulicy w teorii mogła by się pokrywać z naszą "osią" miasta, przecież obecna długość Zamkowej nie musiała być kiedyś oznaczana od Dworu, aż do skrzyżowania z Łaską/Wspólną. Mogła zaczynać się np. przy Sikorskiego, a kończyć gdzieś koło Tkackiej. Ale nie. Zaczynała się przy Dworze i kończyła przy splocie z Łaską/Wspólną. Podówczas obecna Partyzancka nie sięgała jeszcze do tego skrzyżowania. Nazywała się ulicą Legionów i sięgała raptem do Lutomierskiej (stan wg mapy miasta z 1927r.)
Łódzka "Pietryna", mimo iż jest znacznie gęściej zabudowana, to jednak najstarszy numer sięga może 280, czy 300. Przyjmijmy, że adresowanie się nieco zagęszcza jeszcze o "pod-numery", np. 59A, 59B itd, to ile takich zagęszczeń może tam być? Pięć? No, niech by i dziesięć, to przybywa nam jeszcze może z 50 numerów... gdzie tu mowa o 600? W mieście, które po pierwszej wojnie liczyło sobie ok. 30.000 mieszkańców, a Łódź pewnie z dziesięć, czy piętnaście razy tyle?
Mario utknął. Przynajmniej na tych rozważaniach kończy się jego wątek. Ale ja się nie ugiąłem brakiem pomysłów. Postanowiłem zadzwonić do znajomego kustosza.
Przedstawiłem ogólny koncept i zapytałem, jak to było możliwe, żeby zakład fotograficzny, umiejscowiony gdzieś w centrum miasta miał być adresowany pod tak astronomicznie wysokim numerem? Bo przecież wówczas nie mógł być dalej jak przy Długiej od zachodu (obecnie św. Jana) i Konstantynowskiej - a wtedy to była prawie już prowincja (stan wg mapy miasta z 1887).
I odpowiedź kompletnie mnie zaskoczyła.
Tu wrócę teraz do początku mojego opowiadania.
Do poczty.
Wyobraź sobie owego doręczyciela, który ma trzy przesyłki:
1. Dwór kapituły krakowskiej, gdzie podówczas mieścił się Magistrat - Zamkowa 1;
2. Warszawska róg Poprzecznej, numer 35;
3. Tuszyńska, róg Boźnicznej, numer 121 (ciekawe, prawda?)
Kopię mapy (plan Starego Miasta z roku 1884) w całości można obejrzeć w naszym muzeum. Wycinek, który tu przedstawiam i które jeszcze być może będę wykorzystywał - przedstawiam za osobistą zgodą nadkustosza Muzeum Miasta Pabianic R. Adamka.
Z Bogiem sprawa, jeśli zna miasto. Ale jeśli nie zna? Masakra jakaś z tymi numerami.
Załatwia Poprzeczną, bo to blisko Magistratu, trzeci adres tez praktycznie w centrum starego miasta.
No i wciąż mamy w pamięci zakład R. Wilhelma i jego szalony numer 600!
Otóż... kiedyś, kiedy budowano nowy dom - zostawał był on na parceli o kolejnym numerze i tak wpisano go do rejestru. Dwór (najstarsza budowla, z kolei rzeczy więc pierwsza) miał numer 1, a że umiejscowiony jest przy Zamkowej... więc zaadresowany: Zamkowa 1.
Reszta jest już milczeniem, prawda?
Po roku 1887 zabudowa na zachodnim brzegu Dobrzynki właściwie istniała tylko wokół fabryk i całe Nowe Miasto bardziej przypominało wiejskie opłotki, niż faktyczne miasto. Ale działki były już częściowo wytyczone i kolejne parcele miały swoje numery więc możemy przyjąć, że numer sześćsetny mieścił się gdzieś w okolicy kościoła NMP. Nie wiem, gdzie dokładnie, ale to już nie jest mi potrzebne.
Mario tego potrzebował więc wróciłem na owo forum, założyłem nowy wątek z linkiem do tamtego zamkniętego i opisałem mu swoje spostrzeżenia. Może kiedyś tam wróci przypadkiem i odnajdzie moje objaśnienie.
Codziennie uczę się czegoś nowego o Pabianicach. Cieszy mnie fakt, że wciąż mnie czymś zaskakują :)
Herbu Detektor
środa, 7 marca 2012
piątek, 7 października 2011
Pocztówek c.d. - Ulice, place, parki - część druga i ostatnia.
![]() |
| Pozdrowienia z Pabianici Pabianici?! :D Grafomania jakaś, ale co tam. Grunt, że się uchowało :P |
![]() |
| Kolejny przykład niezwykłości obiektu jak na widokówkę. Komendantura umieszczona w pałacu. Szpan pierwszej wody - przeznaczenie już trochę mniej sensowne, ale wtedy nikt na to tak nie patrzył. 1917r. |
![]() |
| Szkoła powszechna, obecnie podstawówka nr.5 :) W budynku na lewo od tego (widać kawałek) urodził się i mieszkał tata Kazika - Stanisław Staszewski. |
![]() |
| Kawałeczek rynku przy Mateuszu. Kostka granitowa wszechobecna :D |
![]() |
| Tramwaj raz jeszcze, i ponownie ujęcie z budynku obecnego PKO przy ul. R. Traugutta. |
![]() |
| A to chyba sąsiad (powyższego) robił - z mieszkań nad "Stylową". Z budynków przed kościołem uchował się jeszcze tylko ten ostatni, najwyższy. |
![]() |
| I w drugą mańkę :) Ujęcie z nad "Stylowej" na budynek, gdzie teraz mamy bank PKO. Elegancko ujęte skrzyżowanie Zamkowej z przecinającą ją (zachowując nazwę) Narutowicza. |
![]() |
| Ta sama lokalizacja, z tego samego budynku co powyżej, ale prawdopodobnie z okna frotowego od Zamkowej (pierwsze piętro). |
![]() | |||
| Centralna część parku Wolności. Tak to przynajmniej oceniam, podpierając się mapą z 1927r. Obecnie mamy tam amfiteatr i restaurację "Parkową". |
Pocztówek c.d. - Ulice, place, parki
Moja ulubiona część fotografii.
Najwięcej widać, najszersze ujęcia, budynki, place, uliczki, ludzie, pojazdy... Sam smak :)
Najwięcej widać, najszersze ujęcia, budynki, place, uliczki, ludzie, pojazdy... Sam smak :)
![]() |
| Widoczek wykonany z okienka Hotelu "Kotwica", czy jak to woli, szkoły Pielęgniarek :) Kierunek zachodni, ulica wciąż w swej pierwotnej szerokości, wybrukowana granitową kostką, którą to jeszcze do dziś można podziwiać (i przeklinać ją czasem też) na wysokości "Jamnika". |
![]() |
| Własciwie to ten sam odcinek ulicy Zamkowej, co powyżej, tyle, że w przeciwnym kierunku. Pora zimowa sceny pozwala na szerszy wgląd w strukturę budynków. |
![]() |
| Park Słowackiego :) Niewiele jest zdjęć tego miejsca. Mam ich zaledwie trzy lub cztery. Zdjęcie ewidentnie przedwojenne, ze starym rozkładem alejek. Przyglądając się na powiększeniu chłopcom, wydaje mi się, że mają na sobie mundurki harcerskie (dwóch z nich ubranych jest identycznie, chyba, że to tylko taki przypadek kolorów i części stroju, włącznie z czapeczkami). Obok dwaj panowie w standardzie międzywojnia, czyli gajerach :D i grupka osób na dalszym planie, prawdopodobnie stojących na przystanku tramwajowym. |
| ||
| Cóż za wspaniały charakter pisma, prawda? Ciężko było by teraz tak pisać, a to była tylko zwykła pocztówka :) |
Pocztówek c.d. - Kościoły
Po półrocznej przerwie o.O... czas ponownie zająć się archiwaliami :)
Kościoły... najpopularniejszy motyw pocztówkowy naszego miasta.
czasem trochę mnie to dołuje, że nie fotografowano szerzej parków, czy panoram miejskich. Nie no, ktoś mógłby powiedzieć, że "jak to nie?". Oczywiście, jednak natrafienie na nowe pozycje staje się coraz trudniejsze :(
I to w zasadzie komplet moich zbiorów pocztówkowych z kościołami w roli głównej. Będą się one jeszcze tu przewijać, ale już na zdjęciach prywatnych.
Kościoły... najpopularniejszy motyw pocztówkowy naszego miasta.
czasem trochę mnie to dołuje, że nie fotografowano szerzej parków, czy panoram miejskich. Nie no, ktoś mógłby powiedzieć, że "jak to nie?". Oczywiście, jednak natrafienie na nowe pozycje staje się coraz trudniejsze :(
I to w zasadzie komplet moich zbiorów pocztówkowych z kościołami w roli głównej. Będą się one jeszcze tu przewijać, ale już na zdjęciach prywatnych.
czwartek, 21 kwietnia 2011
Pocztówkowy zawrót głowy
Cześć :)
Pora już na zebranie się w sobie i zamieszczenie kolejnej porcji "nowości".
Właściwie to poczułem się zmuszony, bo znów dziś trafiłem na pocztówkę, której wcześniej nie widziałem. Dodatkowo, skan w całkiem dobrym stanie, plus czytelny stempel z datownikiem ustawionym na dzień 16 października 1939r. Karta zawiera w sobie 6 miniatur, ciekaw jestem, czy pochodzą one z przejętego mienia, czy może z działań V Kolumny... Druk wyszedł z zamówienia dla berlińskiej poczty. Wiadomość datowania na 14.10.1939, podstemplowana dwa dni później.
Szkoda, że mój niemiecki tak kuleje, bo chętnie poznałbym treść wiadomości.
Czemu, zapytacie może, zacząłem od najświeższej zdobyczy?
Ano, bo patrząc na nią, widzi się właściwie kwintesencję tematyczną, jaka dominuje w tych pracach. Brakuje tu może tylko kościoła NMP, ale może działano w pośpiechu stąd zamiast (IMO) tego kościoła, dali kino-teatr "Muza"?
Drugim powodem, dosyć istotnym jest, że na podstawie samych fotografii, trudno jest czasem ocenić ich daty powstawania więc staram się tylko z grubsza je sortować, dobierać w kategorie, nie trzymając się prawie chronologii, bo nie mam aż tak specjalistycznej wiedzy z zabudowy miasta, aby wiedzieć, kiedy dany dom już stał, a kiedy ten płot zmienili na nowy itd...
patrząc na to, co mam tu w katalogach, odechciewa się pisać :D Może nie sa to zasoby, jak w porządnym archiwum miejskim, ale i tak jest co oglądać.
Z początku - nasycenie oka całością. Potem zaczynamy się zagłębiać w detale. Co widać, czego nie widać, co się kryje w rozmytych pikselkach, z którego punktu robiono zdjęcia i takie tam... Ten ostatni punkt rozmyślań ma swoje znaczenie, gdyż od zeszłego roku robię sobie kolaże, mieszając stare fotografie, z wykonanymi obecnie, w szerszym ujęciu kadru, wkomponowując je w siebie. Przy okazji wychodzą takie niuanse jak sytuacja, że np. Floriana fotografowano tak, że chcąc powtórzyć ujęcie, musiałbym stanąć centralnie na środku Warszawskiej, co pewnie by się nie spodobało kierowcom :D
Ale zaczynam offtop... no, to już go kończę ;)
Pocztówki. Obejmują w zasadzie to, co mamy na powyższej. Kościoły, dwór, Stary Rynek, ulice w osi Warszawska-Zamkowa-Łaska oraz fabryki.
O Dworze słów kilka. Na linii czasu wyglądało to tak:
Dwór Kapituły Krakowskiej -> Magistrat (czasowo używany jako kaplica mszalna dla ewangelików) - Muzeum - obecnie.
Kierunki zdjęć - najczęściej od strony ul. Zamkowej, rzadziej od parku (zwanego również parkiem zamkowym), kilka ujęć od strony północno-zachodniej (rzeka-park) i właściwie brak zdjęć od wschodu.
Piękne ujęcie z wieży Mateusza :)
cdn :)
Pora już na zebranie się w sobie i zamieszczenie kolejnej porcji "nowości".
Właściwie to poczułem się zmuszony, bo znów dziś trafiłem na pocztówkę, której wcześniej nie widziałem. Dodatkowo, skan w całkiem dobrym stanie, plus czytelny stempel z datownikiem ustawionym na dzień 16 października 1939r. Karta zawiera w sobie 6 miniatur, ciekaw jestem, czy pochodzą one z przejętego mienia, czy może z działań V Kolumny... Druk wyszedł z zamówienia dla berlińskiej poczty. Wiadomość datowania na 14.10.1939, podstemplowana dwa dni później.
Szkoda, że mój niemiecki tak kuleje, bo chętnie poznałbym treść wiadomości.
Czemu, zapytacie może, zacząłem od najświeższej zdobyczy?
Ano, bo patrząc na nią, widzi się właściwie kwintesencję tematyczną, jaka dominuje w tych pracach. Brakuje tu może tylko kościoła NMP, ale może działano w pośpiechu stąd zamiast (IMO) tego kościoła, dali kino-teatr "Muza"?
Drugim powodem, dosyć istotnym jest, że na podstawie samych fotografii, trudno jest czasem ocenić ich daty powstawania więc staram się tylko z grubsza je sortować, dobierać w kategorie, nie trzymając się prawie chronologii, bo nie mam aż tak specjalistycznej wiedzy z zabudowy miasta, aby wiedzieć, kiedy dany dom już stał, a kiedy ten płot zmienili na nowy itd...
patrząc na to, co mam tu w katalogach, odechciewa się pisać :D Może nie sa to zasoby, jak w porządnym archiwum miejskim, ale i tak jest co oglądać.
Z początku - nasycenie oka całością. Potem zaczynamy się zagłębiać w detale. Co widać, czego nie widać, co się kryje w rozmytych pikselkach, z którego punktu robiono zdjęcia i takie tam... Ten ostatni punkt rozmyślań ma swoje znaczenie, gdyż od zeszłego roku robię sobie kolaże, mieszając stare fotografie, z wykonanymi obecnie, w szerszym ujęciu kadru, wkomponowując je w siebie. Przy okazji wychodzą takie niuanse jak sytuacja, że np. Floriana fotografowano tak, że chcąc powtórzyć ujęcie, musiałbym stanąć centralnie na środku Warszawskiej, co pewnie by się nie spodobało kierowcom :D
Ale zaczynam offtop... no, to już go kończę ;)
Pocztówki. Obejmują w zasadzie to, co mamy na powyższej. Kościoły, dwór, Stary Rynek, ulice w osi Warszawska-Zamkowa-Łaska oraz fabryki.
O Dworze słów kilka. Na linii czasu wyglądało to tak:
Dwór Kapituły Krakowskiej -> Magistrat (czasowo używany jako kaplica mszalna dla ewangelików) - Muzeum - obecnie.
Kierunki zdjęć - najczęściej od strony ul. Zamkowej, rzadziej od parku (zwanego również parkiem zamkowym), kilka ujęć od strony północno-zachodniej (rzeka-park) i właściwie brak zdjęć od wschodu.
Piękne ujęcie z wieży Mateusza :)
cdn :)
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom...
Czasem tak się zastanawiam, co jest takiego w tych starociach, że się je trzyma, a gdy się ich nie posiada, to zaczyna szukać, zbierać… trzymać.
Po co?
Czyżby chęć poczucia przynależności do spuścizny po naszych przodkach? A może sama wiedza ogólna z historii już nie wystarcza i zaczyna się szukać tej „żywszej”, bardziej namacalnej, prawdziwej? No tak, ale po co to składować w domu, od czego są muzea? Tam są fachowcy, specjaliści, pasjonaci wykwalifikowani wieloletnią nauką i doświadczeniem, z pewnością będą wiedzieli jak się zająć odpowiednio okazem… czy aby na pewno?
Tony papierkowej roboty z wprowadzeniem nowego obiektu do ich zasobów, klasyfikacje, renowacje (jeśli potrzebne), a dopiero na samym końcu tego łańcuszka – ekspozycja z informacją – co to, skąd to i czasem wyjaśnienie czym to właściwie jest lub było.
Te korowody inwentaryzacyjne są potrzebne, nie mam co do tego wątpliwości, ale w obecnych czasach, przy tak żałosnym finansowaniu przez Państwo – wydłużają się do absurdalnie długich terminów – o ile w ogóle mają jakiś termin…
Jakieś dwa lata temu dostałem w prezencie bagnet wraz z metalową pochewką. CZK wz. 1924 Mniejsza od kogo. Grunt, że był w idealnym stanie. Wyleżakowany w domowych pieleszach, bez śladu rdzy. Miód i orzeszki. Oddałem go do muzeum z intencją, że mógłby trafić na wystawę związaną z 70 rocznicą września, jako element uzupełniający do wyposażenia wojsk polskich. Od wernisażu minęło już ponad półtora roku, wystawę zamknięto z końcem lutego ubiegłego roku… a bagnet – jak trafił do magazynu, tak nadal tam leży.
Nikt nie ma czasu się nim zająć, skatalogować, wystawić.
Po co więc oddawać takie mało wartościowe rzeczy z domowych „skarbów”, skoro nie można go dotknąć, nie można na niego popatrzeć nawet?
Frustrujące.
Chęć społecznej współpracy wyparowuje z człowieka w tempie superekspresu – z procentowaniem na poczet przyszłych chęci oddania tam czegokolwiek.
Trochę odbiegłem od myśli początkowej, jednak ma to swój powód.
Zaniechanie renowacji, czy zwykłe zaniedbania (mówię o ogólnym zjawisku – nie tylko w muzealnictwie) mogą mieć paradoksalnie – swoje dobre strony.
I taką właśnie dobrą stroną chcę się dziś zająć.
Otóż… czasem chciało by się poczuć historię, nie wybierając się do muzeum. Chciało by się zastanowić nad jej istnieniem, kontemplując jej pozostałości na spacerze z psem, czy wy cieczce rowerowej. Pabianice to małe miasto. W zasadzie, to duża mieścina, podzielona na wyraźne sektory – stare miasto, nowe miasto, dwa duże osiedla blokowe. I już. Gdyby oddzielić blokowiska – z miasta została by połowa – ludnościowo i terytorialnie. Więc gdzie szukać takich pozostałości?
I właściwie czego dziś będę szukał? Chciałbym wam pokazać dwa (tylko dwa :/) takie miejsca, gdzie wspomnienia jeszcze się nie zatarły, a właściwie, gdzie wręcz się na siebie nakładają.
-
Tu kilka słów dygresji.
Tu kilka słów dygresji.
Celowo pomijam okres powojenny – ta część napisów właściwie wcale mnie nie interesuje, przez swą „młodość” i zawartość w treści. Slogany partyjne zniknęły, a ewentualne pozostałe – właściwie wciąż funkcjonują jak funkcjonowały, tylko pod zmienionymi nazwami, a poprzednie już skutecznie zatarto.
-
I wracam już do tematu.
Pierwszy z nich to reklama (?) piekarni na froncie budynku przy ul. Narutowicza 13. Mam fotokopię kserokopii (sic!) planu miasta z 1945 roku, ale nawet na wykazie obiektów nie mogę się jej doszukać a z samego napisu nie da się wyczytać, gdzie się znajdowała. Slogan umieszczony jest nad jednym oknem parteru więc zapewne nie jest reklamą zakładu – na miejscu. Sugeruje raczej inną lokalizację. Niestety, nie potrafię odczytać dokładnie jego treści. Właściwie, widnieją na nim dwa napisy. Jeden, większą czcionką ze słowem „piekarnia” i drugi zapisany gotykiem – zupełnie dla mnie nieczytelny. Zaprowadziłem tam kiedyś specjalistkę od niemieckiego, ale nie pamiętam, czy coś z tego odczytała a kontakt się urwał więc nie mogę zapytać ponownie. Jakość farby sugeruje, że piekarnia była namalowana pierwsza. Wierzchem idzie gotyk. Może ktoś z was będzie w stanie to odczytać?
I wracam już do tematu.
Pierwszy z nich to reklama (?) piekarni na froncie budynku przy ul. Narutowicza 13. Mam fotokopię kserokopii (sic!) planu miasta z 1945 roku, ale nawet na wykazie obiektów nie mogę się jej doszukać a z samego napisu nie da się wyczytać, gdzie się znajdowała. Slogan umieszczony jest nad jednym oknem parteru więc zapewne nie jest reklamą zakładu – na miejscu. Sugeruje raczej inną lokalizację. Niestety, nie potrafię odczytać dokładnie jego treści. Właściwie, widnieją na nim dwa napisy. Jeden, większą czcionką ze słowem „piekarnia” i drugi zapisany gotykiem – zupełnie dla mnie nieczytelny. Zaprowadziłem tam kiedyś specjalistkę od niemieckiego, ale nie pamiętam, czy coś z tego odczytała a kontakt się urwał więc nie mogę zapytać ponownie. Jakość farby sugeruje, że piekarnia była namalowana pierwsza. Wierzchem idzie gotyk. Może ktoś z was będzie w stanie to odczytać?
I drugi napis.
Jeszcze starszy. Szacuję go na minimum 100 lat, choć wcale bym się nie zdziwił, gdyby miał nawet i 140 lat. W 1867 roku, jednym z dekretów carskich było zakazanie używania języka polskiego w administracji, co zapewne przełożyło się właśnie na takie aspekty, jak napisy informacyjne na budynkach. I tak, mamy tu rosyjski napis KACCA - dla mniej zorientowanych – kasa.
Zapewne mogło to się odnosić do kasy miejskiej, tudzież jakiejś pomniejszej instytucji państwowej.
Jak widać, znów mamy tu nawarstwienie się historii. Kasa, a po/na niej – akuszerka :D
Usługi to prężna gałąź gospodarcza – swoje prawa ma, na szczęście niebyt udolnie wyszło to przemalowywanie tła :)
Więc… (tak, pamiętam – nie zaczynaj zdania od więc :p) właściwie powinno się podziękować naszych przodkom za brak chęci do odnawiania budynków, za zignorowanie tych pozostałości, być może za zwykłe lenistwo czy niechciejstwo, zwłaszcza, że są to chyba dwa ostatnie tak stare napisy.
Niech sobie tam widnieją jeszcze, niech mają się dobrze, niech świadczą, jak dobrze je wykonano, że przetrwały tak długo, niech dalej zawstydzają nowe technologie wykonywania napisów swą długowiecznością. Egipcjanie mają takie powiedzenie, że człowiek boi się czasu - a czas boi się piramid. U nas czas truchleje przed tymi dwoma reliktami – oby jeszcze długo nie był w stanie ich nadgryźć.
czwartek, 24 marca 2011
Archtektura kościelna cz.2 - kościoły innego wyznania
Właściwie ciężko jest mi coś więcej o nich opowiedzieć, bo nie znam tych odłamów a nie chcąc robić z blogu linkowni do lepiej zorientowanych artykułów, ograniczę się paru własnych, może trochę zdawkowych opisów.
Kościół luterański, potocznie zwany niemieckim, tudzież ewangelickim mieści się w obecnym centrum miasta, na prawo od siedziby PTTK-u i mając za sąsiada z tyłu - Straż Pożarną.
Od zeszłego roku podejmuję próby wejścia na jego wieżę, by wykonać serię panoram miasta. Na razie z miernym skutkiem, ale mam nadzieję, że w tym roku dopnę swego. Możliwość jest, tylko zgrania brak.
Jako ciekawostkę dodam, że zanim go zbudowano, nabożeństwa odprawiano we dworze kapitularnym. Być może sprawili to dwaj luteranie, wielcy przemysłowcy pabianiccy: Kindler i Krusche? Kto wie...
Sześć ujęć, chronologia powstania nie jest mi znana więc zamieszczam je jak leci. Ogólnie rzecz ujmując, budynek do dziś, sam w sobie nic się nie zmienił, natomiast można dostrzec różnice w otoczeniu. Parkan również utrzymał swój wygląd względnie stały, oczywiście na zdjęciach. Obecnie nie ma po nim śladu. Nie widać jednak, że kiedyś ul. Zamkowa była sporo węższa, bo rozszerzenie jej nastąpiło dzięki wyburzeniu budynków od północnej strony. Kilka (bodaj w trzech miejscach) jeszcze się uchowało, stanowiąc mało ciekawe przewężenia dla ruchu drogowego. Jedynym wyjątkiem jest odcinek między ulicami Poprzeczną a Buźniczną, gdzie "gardło" przelotowe południowego kierunku drogi jest wyjątkowo wąskie i upierdliwe. Tyle dygresji :]
I tak przechodzę do najmniej znanych obiektów sakralnych.
Kościół mariawitów.
Obecnie otwierany raz na jakiś czas (nie pamiętam dokładnie, w które niedziele), ale nie w każdą.
Niewielkie zgromadzenie katolickie, praktycznie niezauważalne w obecnych czasach.
Wydaje się troszkę być troszkę zaniedbane, mury zaczynają pękać, otoczenie zapuszczone a szkoda, bo za budynkiem jest mała, pusta parcela, którą można by swobodnie przerobić na miniaturowy skwerek dla wiernych.
Kościół zielonoświątkowców.
Obecnie - brak. Pozostał sam budynek. Jeszcze ze dwa lata temu można było swobodnie wejść, teraz zamurowano wejście boczne (pod balkonem dla chóru - strona przeciwna do widocznej na zdjęciu) oraz częściowo okna. Kompletna ruina.
Tu stan można ocenić na pełny rozkwit, co sugeruje datowanie na okres międzywojnia.
No i na koniec nieistniejąca już synagoga żydowska.
Wielka, ceglana i jak na mój gust - kompletnie rozczarowująca z zewnątrz. Udało mi się całkiem niedawno natrafić na kilka ujęć (zdjęcia opublikował na swoich stronach www instytut Yad Vashem - łącznie ok. 130 000 fotografii, z czego udało mi się wyłowić ok. 300 z Łodzi a wśród nich m. in. poniższe), obejmujących nie tylko jej front, ale i bok oraz wnętrze.
Uprzedzam - wnętrze wygląda na totalnie splądrowane, zakładam więc, że zdjęcia wykonał albo ten, kto brał udział w dewastacji lub przy jej zniszczeniu. Jakiś hitlerowiec, może volksdeutsch?
Ciekawi mnie, które jest starsze - płot ewidentnie się różni, co początkowo budziło moje wątpliwości co do spójności faktów - czy aby to ten sam budynek. Jednak szczegóły frontu są identyczne więc uznaję, że to jedna i ta sama budowla.
A teraz trzy zdjęcia z kolekcji Yad Vashem.
Demolka :/
Obskura? Mało powiedziane. Wątpię, aby komuś chciało się skuwać tynki, skoro wiadomo było, że wysadzą ją w powietrze... Zatem - front, jak cię mogę, ale bok to już kompletna żenada. Przyznaję, że byłem bardzo zaskoczony tym faktem. Spodziewałem się przyzwoitych murów, gdybym nie wiedział co to za budowla... Cóż, obciach aż oczy bolą :/ Myślał by kto, że jednak Żydzi dla siebie byli w stanie znacznie więcej osiągnąć.
Na deser taka ciekawostka.
Być może zauważyliście (może nie :D), że o żydach pisze się dwojako: Żydzi i żydzi.
Raz z małej litery, raz z wielkiej.
Miałem kiedyś okazję zapytać o to na Facebooku, wdając się w małą dyskusję w stowarzyszeniu żydowskim.
Otóż - Żyd różni się od żyda - ten z wielkiej litery jest urodzonym i praktykującym wiernym, kiedy żyd z małej litery to wierny praktykujący po konwersji - mówiąc prościej - goj po nawróceniu. Zaskakujące rozróżnienie. Dotąd uważałem to za formę zapisu w języku polskim i ew. błędy. A tu proszę, żadne literówki a celowe zabiegi dyskryminujące. Nie stanowią one oceny, który jest lepszy, tylko który jest z urodzenia, a który z wyboru :)
I na tym zakończę swoje dzisiejsze opowieści.
W następnej odsłonie planuję.... a z resztą sami zobaczycie ;)
Zapraszam do komentowania, chciał bym poznać wasze zdanie, opinie, może razem odkryjemy coś nowego?
Pozdrawiam,
Marcin.
Kościół luterański, potocznie zwany niemieckim, tudzież ewangelickim mieści się w obecnym centrum miasta, na prawo od siedziby PTTK-u i mając za sąsiada z tyłu - Straż Pożarną.
Od zeszłego roku podejmuję próby wejścia na jego wieżę, by wykonać serię panoram miasta. Na razie z miernym skutkiem, ale mam nadzieję, że w tym roku dopnę swego. Możliwość jest, tylko zgrania brak.
Jako ciekawostkę dodam, że zanim go zbudowano, nabożeństwa odprawiano we dworze kapitularnym. Być może sprawili to dwaj luteranie, wielcy przemysłowcy pabianiccy: Kindler i Krusche? Kto wie...
Sześć ujęć, chronologia powstania nie jest mi znana więc zamieszczam je jak leci. Ogólnie rzecz ujmując, budynek do dziś, sam w sobie nic się nie zmienił, natomiast można dostrzec różnice w otoczeniu. Parkan również utrzymał swój wygląd względnie stały, oczywiście na zdjęciach. Obecnie nie ma po nim śladu. Nie widać jednak, że kiedyś ul. Zamkowa była sporo węższa, bo rozszerzenie jej nastąpiło dzięki wyburzeniu budynków od północnej strony. Kilka (bodaj w trzech miejscach) jeszcze się uchowało, stanowiąc mało ciekawe przewężenia dla ruchu drogowego. Jedynym wyjątkiem jest odcinek między ulicami Poprzeczną a Buźniczną, gdzie "gardło" przelotowe południowego kierunku drogi jest wyjątkowo wąskie i upierdliwe. Tyle dygresji :]
I tak przechodzę do najmniej znanych obiektów sakralnych.
Kościół mariawitów.
Obecnie otwierany raz na jakiś czas (nie pamiętam dokładnie, w które niedziele), ale nie w każdą.
Niewielkie zgromadzenie katolickie, praktycznie niezauważalne w obecnych czasach.
Wydaje się troszkę być troszkę zaniedbane, mury zaczynają pękać, otoczenie zapuszczone a szkoda, bo za budynkiem jest mała, pusta parcela, którą można by swobodnie przerobić na miniaturowy skwerek dla wiernych.
Kościół zielonoświątkowców.
Obecnie - brak. Pozostał sam budynek. Jeszcze ze dwa lata temu można było swobodnie wejść, teraz zamurowano wejście boczne (pod balkonem dla chóru - strona przeciwna do widocznej na zdjęciu) oraz częściowo okna. Kompletna ruina.
Tu stan można ocenić na pełny rozkwit, co sugeruje datowanie na okres międzywojnia.
No i na koniec nieistniejąca już synagoga żydowska.
Wielka, ceglana i jak na mój gust - kompletnie rozczarowująca z zewnątrz. Udało mi się całkiem niedawno natrafić na kilka ujęć (zdjęcia opublikował na swoich stronach www instytut Yad Vashem - łącznie ok. 130 000 fotografii, z czego udało mi się wyłowić ok. 300 z Łodzi a wśród nich m. in. poniższe), obejmujących nie tylko jej front, ale i bok oraz wnętrze.
Uprzedzam - wnętrze wygląda na totalnie splądrowane, zakładam więc, że zdjęcia wykonał albo ten, kto brał udział w dewastacji lub przy jej zniszczeniu. Jakiś hitlerowiec, może volksdeutsch?
Ciekawi mnie, które jest starsze - płot ewidentnie się różni, co początkowo budziło moje wątpliwości co do spójności faktów - czy aby to ten sam budynek. Jednak szczegóły frontu są identyczne więc uznaję, że to jedna i ta sama budowla.
A teraz trzy zdjęcia z kolekcji Yad Vashem.
Demolka :/
Obskura? Mało powiedziane. Wątpię, aby komuś chciało się skuwać tynki, skoro wiadomo było, że wysadzą ją w powietrze... Zatem - front, jak cię mogę, ale bok to już kompletna żenada. Przyznaję, że byłem bardzo zaskoczony tym faktem. Spodziewałem się przyzwoitych murów, gdybym nie wiedział co to za budowla... Cóż, obciach aż oczy bolą :/ Myślał by kto, że jednak Żydzi dla siebie byli w stanie znacznie więcej osiągnąć.
Na deser taka ciekawostka.
Być może zauważyliście (może nie :D), że o żydach pisze się dwojako: Żydzi i żydzi.
Raz z małej litery, raz z wielkiej.
Miałem kiedyś okazję zapytać o to na Facebooku, wdając się w małą dyskusję w stowarzyszeniu żydowskim.
Otóż - Żyd różni się od żyda - ten z wielkiej litery jest urodzonym i praktykującym wiernym, kiedy żyd z małej litery to wierny praktykujący po konwersji - mówiąc prościej - goj po nawróceniu. Zaskakujące rozróżnienie. Dotąd uważałem to za formę zapisu w języku polskim i ew. błędy. A tu proszę, żadne literówki a celowe zabiegi dyskryminujące. Nie stanowią one oceny, który jest lepszy, tylko który jest z urodzenia, a który z wyboru :)
I na tym zakończę swoje dzisiejsze opowieści.
W następnej odsłonie planuję.... a z resztą sami zobaczycie ;)
Zapraszam do komentowania, chciał bym poznać wasze zdanie, opinie, może razem odkryjemy coś nowego?
Pozdrawiam,
Marcin.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















































